Trochę sentymentalny

Dodano 9 grudnia 2012, w Bez kategorii, przez autor

Matka obdarowała mnie pudłem rzeczy sprzed lat. Pominę opis tego co tam znalazłem, bo nie o detalach chciałem teraz pisać. Nie lubię wracać do przeszłości. Co do zasady nie lubię suwenirów, cmentarzy, czy w ogóle wspomnień. Wyrzucam wszystkie rzeczy, co do których nie wiem w danej chwili, do czego miałyby mi się przydać. I taki też miałem zamiar w stosunku do tego co dostałem w tym pudle. Ale nie poszło tak gładko. _Każda_, dosłownie _każda_ rzecz, którą segregowałem, sprawiała, że wywracały mi się flaki. To było jak mieszanie w jakimś mule w czaszce, który na długo kompletnie zasyfił mi myśli. Zanim nie opadł.

Pewnych rzeczy nie byłem w stanie wyrzucić. Rzeczy, które dostałem od nieżyjących już bliskich.
Podobnie, nie umiem się zdobyć na skasowanie tego bloga, choć wielokrotnie się do tego przymierzałem.

 

Avignon

Dodano 26 października 2012, w Bez kategorii, przez autor

Dzisiaj po raz kolejny śnił mi się Awinion i po raz kolejny sen w żaden sposób nie oddawał rzeczywistości. Bo od kilku lat śni mi się, że Awinion jest rozległym miastem nad morzem, z czymś jakby wzgórzem świątynnym i wysokimi górami u boku. Trochę jak pomieszanie Aten z Dubrownikiem. To, co odpowiada rzeczywistości, to jakieś nieokreślone poczucie straty, tęsknoty, gdy chodzę tam ze świadomością, że jestem tam tylko na chwilę i nie zdołam zobaczyć, czy zrobić, wszystkich rzeczy które przyjdą mi do głowy. Chciałbym się już wyleczyć z Awinionu, bo nikt, ani nic tam na mnie nie czeka. Bo tęsknię do nie wiadomo dokładnie do czego, w dodatku do czegoś, czego nigdy nie było.

Otagowane:  

*

Dodano 10 października 2012, w Bez kategorii, przez autor

Dzisiaj w ramach Dnia Zdrowia Psychicznego miałem rozprawę o unieważnienie małżeństwa między schizofrenikami. Ślubu konkordatowego udzielił im klecha tuż po spisaniu oświadczeń że się leczą na schizofrenię. I po półtora roku procesowania, nagle jedno chlapnęło że mają dziecko, o którym wcześniej nikt nic nie mówił. Sędzia zaniemówił. Pani prokurator przerwała drzemkę i zsunęła się nieco z ławki, tym razem z wrażenia. Pełnomocnicy zwinęli piórka. Po tym było jak w Ameryce – sędzia wyprosił wszystkich poza pełnomocnikami i radziliśmy jak to ugryźć.

 

Pewne jak w banku

Dodano 4 maja 2012, w Bez kategorii, przez autor
I

Przedwczoraj mBank złożył mi propozycję podwyższenia limitu zadłużenia na kontach, i to bez prowizji, więc skwapliwie skorzystałem likwidując limit na koncie firmowym (gdzie złodzieje kasują też za niekorzystanie z limitu zadłużenia) i podwyższyłem limit na osobistym (gdzie uczciwie kasują tylko za faktycznie wykorzystany). Pech chciał, że nazajutrz w mBanku padł system odpowiedzialny za limity zadłużenia, więc wczoraj nie miałem dostępnego żadnego limitu. Dzisiaj limit wrócił na konto osobiste ale w starej wysokości i z prowizją za jego przyznanie. Złożyłem więc reklamację – co do prowizji i wysokości limitu. Przeprosili i zapewnili że prowizję cofną automatycznie. Co do nowej wysokości limitu, musiałem już przekonywać że zawarliśmy aneks.

II

Rok temu przegrałem sprawę, w której klient kupił wierzytelności od banku. W toku procesu, po 3 opiniach grafologów, w tym renomowanego instytutu, okazało się bezsprzecznie, że pomimo tego, że było tam dużo pieczątek bankowych i dwie panie z banku stwierdziły ich własnoręczność, podpisy na umowach kredytowych na pewno nie pochodziły od rzekomych kredytobiorców. Żeby było weselej, po latach bank się wyparł, że te poświadczające panie w ogóle u niego pracowały, ale nie przeszkadzało mu to w międzyczasie wystawić bankowego tytułu egzekucyjnego i nawet prowadzić egzekucji, odbierając klientom samochód i licytując dom. Myślicie, że po tym procesie bank oddał dobrowolnie pieniądze jakie skasował tytułem cesji? A skąd, trzeba było znowu iść do sądu.

III

Niedawno wygrałem też sprawę pani, którą pozwał fundusz sekurytyzacyjny (taka instytucja obracająca m.in. wierzytelnościami skupowanymi od banków) z tytułu wierzytelności, którą ten fundusz kupił od banku, a która miała dotyczyć niespłaconego przez moją klientkę kredytu. Do wydania nakazu zapłaty wystarczył sam wyciąg z ksiąg funduszu (teraz już nie jest tak łatwo, bo TK uwalił przepisy przyznające tym wyciągom status dokumentu urzędowego), a mnie przypadła rola udowadniania, że klientka nie jest wielbłądem. Podołałem temu i okazało się, że nikt nie był w stanie wykazać treści umowy, istnienia wierzytelności, a nawet czy taka umowa kredytowa została zawarta.

IV

Od ponad 2 lat działa e-sąd, gdzie wystarczy napisać że komuś coś przysługuje, nie przedstawia się żadnych dowodów (a jedynie opisuje) i jeśli referendarz-klikacz w Lublinie uzna, że opisana historyjka się trzyma kupy, to wydaje nakaz zapłaty, który – jeśli się nie złoży sprzeciwu – uprawamacnia się i zazwyczaj kończy się na egzekucji komorniczej. W większości nakazy dotyczą wierzytelności przedawnionych. W większości nakazy te uprawamacniają się, bo ludzie trwają w błędnym przekonaniu, że jeśli nie odbiorą korespondencji urzędowej, to uchroni to ich przed skutkami jakie ona niesie. Nic bardziej błędnego – sąd czy urząd uznaje ją wtedy za doręczoną, a adresat nie wie co go czeka. Tu trzeba przypomnieć, że zasłanianie się przedawnieniem możliwe jest tylko w toku procesu, u komornika to już za późno.
Nie mówię, że e-sąd jest zły, bo przynam, że to bardzo wygodne narzędzie i sam mam kilkaset spraw w toku. Tylko wciąż zdumiewa mnie masowa niefrasobliwość ludzi.

 

Misplaced Childhood 2?

Dodano 5 lutego 2012, w Bez kategorii, przez autor

Nudzi mnie facebook, tak samo jak newsy. Z Internetu najlepsza jest
Wikipedia, gdy siedząc przy stole z ludźmi, można sprawdzić coś, co się
akurat zapomniało, albo sprawdzić jak wygląda miasto o którym właśnie
ktoś opowiada. Maile to już w zasadzie tylko robota, która goni Cię w
weekend i ujada boldami nagłówków nieprzeczytanych wiadomości.

*

Dzisiaj była u nas babcia. Od dłuższego czasu z Bee, moim ojcem i jego
żoną zastanawialiśmy się jak zadośćuczynić prośbie babci, która chciała
zobaczyć mieszkanie. Były dwie frakcje. Jedna łagodnych hipokrytów,
druga szczerych brutali. Namysły i korowody trwały chyba od dwóch
miesięcy, aż w końcu ustaliłem termin i trzeba było decydować.
Wrzuciliśmy babcię na głęboką wodę, była trochę zmieszana, nie bardzo
wiedziała jak się zwracać do Bee, ale po jakiejś godzinie wyraźnie
napięcie puściło i zaczęła się szeroko uśmiechać. W sumie nie wiem co
sobie teraz układa w głowie. Pewnie po swojemu wymyśliła sobie tysiąc
powodów do zmartwień. I pewnie Bee ma rację, mówiąc że teraz powinienem
bardziej się z nią widywać. Czuję takie silne wewnętrzne przekonanie że
tak było trzeba.

*

Po obiedzie i odprawieniu rodziny poszliśmy per pedes do kina. Śnieg
trzeszczał od mrozu. Kino otwarli ledwie dwa tygodnie temu w jakimś
starym domu kultury w starym Podgórzu na Krasickiego. Nazywa się Kika. Jest chyba mniejsze
od Mikro, a nie licząc Bonarki, jest najbliżej od nas położonym kinem. Ceny w
weekend 10-14 zł, we wtorki np. wszystko po 5 zł. Jako że tamtejsza kawiarnia jeszcze
oficjalnie nie ruszyła, choć ekspres już mają, a w
dodatku bardzo ładnie poprosiliśmy, to kawę dostaliśmy za uśmiech. A
była pyszna i diabelnie mocna. Pewnie będziemy wracać.
Film był bardzo branżowy, więc połowa publiki znana z widzenia. Była też
jakaś para nastolatków, którzy się chyba specjalnie tam umówili, a z
podsłuchanej rozmowy wynikało że jeden jechał 60 km a drugi 80. Chyba
pierwsza ich randka w życiu. Mieszanka wruszeń i żenady.

A film, „Zupełnie inny weekend” (w oryginale „Weekend” – kochamy
tłumaczenia tytułów) bardzo przyjemny. Jeszcze przyjemniejszy jeden z
głównych bohaterów, choć Bee się krzywił że to dziecko.

*

Wzięło mnie mocno na Marillion ostatnio. Zupełnie jak jakieś 6 lat
temu, kiedy chyba przez rok nie mogło się ode mnie odczepić „Mispaced
Childchood”
. Tylko teraz mam fazę na Script for a Jester’s Tear. To na pewno coś znaczy, choć jeszcze nie wiem co.

 

Aaaa, więc tu Pana w końcu dopadłem!

Dodano 15 grudnia 2011, w Bez kategorii, przez autor

Od kilku dni zbierałem się żeby napisać tu o śnie, który nie dawał mi spokoju. Mimo że trzymam się zębami mocno ziemi, to jednak miałem wrażenie, że było w nim coś profetycznego.
Bo śnił mi się Profesor, który opieprzając mnie za spóźnienie na zebranie katedry, dowalił mi jeszcze, że musi mnie ostro zdyscyplinować. W tym celu zarządził cotygodniowe spotkania z rozliczaniem w postępach doktoratu.

Dzisiaj siedziałem w pociągu powrotnym do Krakowa i już prawie zabierałem się do pisania blotki, gdy za szybą drzwi do przedziału kątem oka uchwyciłem zaglądającą do środka postać. Zanim się zorientowałem, drzwi się rozsunęły i stanął nade mną nie kto inny jak Profesor. Z uśmiechem od ucha do ucha przywitał karcąco: Aaaa, więc tu Pana w końcu dopadłem!

Bo ostatni raz się widzieliśmy jakoś ponad rok temu gdy udało mi się spłodzić rozdział i od tamtego czasu unikałem tematu.
Powiedziałem mu o śnie. Porozmawialiśmy też o życiu i innych rzeczach, zaś konkluzja była taka, że część z tych rzeczy mam opisać i pchnąć do druku. I mam się stawić na zebraniu katedry, które jest … jutro.

 

*

Dodano 26 listopada 2011, w Bez kategorii, przez autor

Śniło mi się że byliśmy na Dolnym Śląsku, w jakiejś pięknej górzystej i mocno zalesionej okolicy i było już trzeba wracać do Krakowa. Bee pojechał samochodem, a ja miałem wracać na rowerze z przyczepką. Na tej przyczepce wiozłem konia, a dokładniej klacz. Była piękna, spokojna, ale w jakiś tam sposób nielegalna. Więc wiozłem ją na tej przyczepce i nachodziły mnie wątpliwości czy uciągnę ją pod górę, co my z nią zrobimy w Krakowie, że to odpowiedzialność i zobowiązanie, a z drugiej strony przepiękne i ufne zwierzę. I nawet przyszło mi do głowy w tym śnie, że to trochę absurdalne, że ciągnę na rowerze zwierzę pociągowe i że warto w tym celu odświeżyć bloga.

*

Śniło mi się też dzisiaj, że byliśmy gdzieś w piaszczystej okolicy. Kopnąłem jakąś łachę odsłaniając przy tym uszykowane już do zimy mrowisko. W mrowisku były dziwne mrówki, wielkie, z taką dwudzielną głową, tzn. składającą się  żuwaczek i dwóch guzów na niej. Nie wiem w jaki sposób, ale wyczułem, że te mrówki mają do mnie wielki żal, a mi było okrutnie głupio.

*

Wczoraj mi się śnił mój standardowy sen, że byliśmy gdzieś na wakacjach, gdzie było tak błogo,  że aż straciliśmy poczucie czasu. Było tam ciepłe morze na które szło się przez wydmy. Ale nagle okazało się, że czas dobiegł końca i nie mamy jak zwolnić kwatery w terminie, bo trzy pokoje były kompletnie zawalone naszymi rzeczami.

 

Telefonofobia

Dodano 27 października 2011, w Bez kategorii, przez autor

Podanie numeru stacjonarnego to już ponoć obraza.
Wyłączenie komórki to powód do fochów.
Że mam to w d…., bo nie lubię jak inni dysponują moim czasem, to nie nowość.
Z tych samych powodów nie lubię skype’a.
I jestem znany z tego, że dzwoniący telefon nie robi na mnie żadnego wrażenia.

Ale jest jeszcze coś, co mnie zadziwia – czwarty raz już dostaję od klienta z urzędu, który siedzi dwadzieścia parę lat, list z prośbą o wysłanie karty telegrosika 10 zł, żeby mógł do mnie dzwonić o dowolnej porze.
Oczywiście poprzednie trzy razy odpisywałem, żeby pisał, lub dzwonił na stacjonarny za swoje.
Czy to ja jestem dziwny?

 

Zaczęło się

Dodano 17 października 2011, w Bez kategorii, przez autor

Dla mnie początek jesieni nastaje z chwilą, gdy po raz pierwszy w aucie włącza się ogrzewanie i gdy czerwone wino częściej gości na stole niż białe.

 

Pitawalik

Dodano 3 października 2011, w Bez kategorii, przez autor

Byłem dzisiaj na posiedzeniu w sprawie o wydanie tytułu wykonawczego w miejsce utraconego. Z grubsza chodzi o to, że jest taki papier na podstawie którego komornik prowadzi egzekucję i w oryginale co do zasady istnieje jeden, a jeśli chce się drugiego, to trzeba sądowi wyjaśnić, po co mi drugi, albo przekonać sąd, że papier zginął.
Więc papier taki zginął, najprawdopodobniej w czasie remotu kancelarii. Ale trzeba było to jakoś udowodnić, zatem zeznawał pracownik kancelarii, że papier był u mnie w szufladzie, a po remoncie go już nie było.
Traf chciał, że jako sędzia orzekała moja była szefowa z zupełnie innej pracy sprzed lat.
Wniosek uwzględniła, a na uzasadnienie powiedziała tylko jedno zdanie, z trudem tłumiąc uśmiech, że „Sąd daje wiarę, że Pan Mecenas miał w biurku nieporządek” :>

 

  • RSS